Andrzej Gondek, Marek Wikiera, Marcin Żuk i Daniel Lewczuk znaleźli się na mecie morderczego maratonu Gobi March. Jest to jeden z najcięższych biegów przez pustynie w ramach cyklu "Wielkiego Szlema".
W sezonie odbywają się cztery takie biegi, a Gobi March liczył sobie 250 kilometrów. Zawodnicy pokonywali trasę przez tydzień mając przy sobie zapasy na cały czas trwania zawodów. Zarówno pogoda, jak i trasa były bardzo wymagające. Na świecie tylko 28 osób ukończyło w jednym roku wszystkie imprezy: Sahara Race, Gobi March, Atacama Crossing i The Last Desert. Polscy biegacze mają szanse wpisać się na listę śmiałków.
- Cały bieg pokonałem na środkach przeciwbólowych. Naprawdę nie było lekko. Już po tym piekielnym pierwszym etapie zrezygnował słynny Norweg, Ole Norstad. A to jest cyborg! Nie pamiętam, żeby odpadł z jakiegoś biegu. Ludzie zwyczajnie nie wytrzymywali tego wysiłku. Procentowo biegu nie ukończyło dużo więcej zawodników, niż Sahara Race. Ja miałem wielki kryzys czwartego dnia. Usiadłem na zboczu i zastanawiałem się, jak jeszcze mogę przekonać sam siebie, że mogę wstać i pobiec dalej. Pomyślałem o ludziach, którzy nas wspierają i o tych, którym my pomagamy. Podniosłem się i pobiegłem. Ale to głowa biegła, nie nogi… - powiedział Daniel Lewczuk.